Znowu (?) NordKapp 2003 Powrót do strony głównej

(start) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Odbijamy w głąb lądu. Kierunek Stenkjer. Robi się ciemno, grupa 6-ciu motocyklistów nie jest już "nie zauważalna" i nieco trudniej znaleźć darmowy lokal na dziko, a dodatkowo rejon jest tam bardziej zamieszkały.

Szerokość geograficzna już inna i zmrok zapada nieznacznie. Na stacji zakupy piwka i powolutku szykujemy się na nocleg.

W drodze "na nocleg" potykamy się o łosia, jaki zrobił sobie kolacyjkę w świeżej zielenince. Jedynie co mu nie grało, to sześciu facetów na motocyklach przy brzegu stołu. I wszyscy pstrykali ...
Nocleg udało się "wynaleźć" nad jeziorkiem Lekdalsvanten ale tak wiało, że rozbijanie namiotów trochę się urozmaiciło. Woda w jeziorku była jednak ciepła więc dokonaliśmy obrzędu Ablucji - prychając jak młode źrebaki, tj. jak młode łosie. Potem były rozmowy i zapadła decyzja - Odłączamy się z Adamem i najkrótszą drogą wracamy do kraju. Trapi znowu zaczął trochę niedomagać ...

Z samego rana wyrywamy do domu ..
Śniadanko w promieniach słońca - a facet na zdjęciu - przerośnięty Wiking zajął się myciem szyb w naszych rumakach.

Boski przesmyk, świeżo zbudowana droga koło jeziora Feren. Ostatnia na terenie Norwegii kąpiel.
Ostatni rzut oka na Norwegię - i wpadamy do Szwecji drogą E14. Też ładnie, ale już nie te klimaty, choć zakrętów do upojenia.Tu i ówdzie pojawiają się śmieci - rzecz prawie nie do pomyślenia w Norwegii. Postojów pilnują wredne muchy, więc na południową drzemkę rozbijam namiot by się od nich uwolnić. Warto było. Adama kilka użarło choć bronił dostępu chrapaniem ... ;-)
Napewno już wiecie, ale drogi w Norwegii i Szwecji są bardzo "ostre". Prekonał się o tym Maślak już w połowie drogi, a Adam pod koniec. I nie byśmy szaleli - ot po prstu się tak zdierają i już. Nie warto tam wjeżdzać na zużytych oponach bo usługa założenia jest wyjątkowo droga ...

Szwecja przywitała nas deszczem i lało już do wieczora. Nocujemy "u Szweda" w domku za bardzo przyzwoitą dla nas kwotę. Za oknem wieje i leje - a my wcinamy kisielek żórawinowy - bajka !.

Rano troszkę jeszcze straszyło deszczem, ale potem - akurat na obiadek się przetarło.
Po lewej typowy szwecki parking turystyczny.

Po drodze jeszcze mostek graniczny jaki kiedyś dzielił Szwecję od Danii. Ponoć kultowe miejsce - kamień też ponoć bardzo historyczny i wielce mistyczny.

Prom z Karlskrona wieczorem. Zwiedzamy miasteczko - malownicza twierdza na skałkach. W porciku żeglarskim robimy "Ostatnią wieczerzę" z wszystkich resztek. Przeliczyliśmy się ze swoimi możliwościami i resztę oddajemy ptaszkom.

Ot i po wyjeździe.
Jak będzie zdrowie, kasa i czas - znowu tu wrócę...

Koniec


Powrót do strony głównej